Wrocław zaliczony.
Zbiorowisko dziwolągów.
Nie wracam tam.
Ledwo trafiłam do domu.
Nie chcę tam mieszkać!
Za mną 3 powieści o Sherlocku
i 42 opowiadania.
Przede mną 1 powieść
i 14 opowiadań.
Problem polega na tym,
że nie mogę ich dostać.
Hmpf. :c
Śniły mi się dziś Powsinogi, Slashe i
stare miłości. Dziwne, doprawdy.
"Powiem Ci, Kachna, że generalnie pomimo całego
tego remontu, zmian i w ogóle, u ciebie nic się
nie zmienia... Cały czas ten sam syf."
(to jest bardzo nie fair, tato, bo ja mam
UMIARKOWANIE czysto w pokoju!)

... czego nie można powiedzieć o
mojej kuchni, która generalnie jest obrazem
nędzy i rozpaczy i wygląda, jakby się
na niej rozegrała III wojna światowa. -.-
Ale to nic, naprawi się. :D
Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy nie
doceniają tego, co mają. I łażą i marudzą.
Wiem, że też czasem narzekam i marudzę, ale
za nic w świecie nie posunęłabym się do skwitowania
wszystkiego, co zostało mi dane, wzruszeniem ramion.
Na litość boską, rozejrzyjcie się.
Macie złamane serce? Trudno, zdarza się.
Ale możecie je wyleczyć, znaleźć jakiś cel w życiu.
Pomyślcie o ludziach chorych. Oni nie mogą.
Zamknijcie oczy i spróbujcie coś wtedy zrobić.
Nie wytrzymacie pięciu minut. Pomyślcie więc
o ludziach niewidomych, którzy nigdy nie zobaczą
wschodu słońca, nie przeczytają żadnej książki.
O kalekach, którzy nigdy nie skoczą do góry.
O sierotach, które marzą o prawdziwym domu.
O mieszkańcach krajów dotkniętych wojną,
oni nawet nie mogą wyjść na ulicę.
Jesteście tak cholernie szczęśliwi.
Doceńcie to wreszcie.
Jeszcze słowo o miłości i uwaga:
nak..wiam pawia. :xx
Dzisiejsze społeczeństwo uwielbia smutek.
Smutne piosenki, smutne filmy, smutne cytaty.
Przestańcie kultywować smutek.
Wcale nie jest taki fajny, serio.
Radość jest lepsza.
Nic, tylko się dołujecie.
RZYGAM TYM.
"Masakra, Lepper odwalił kitę. o_O"
- tata. :d
Idę sz(cz)erzyć uśmiech!
I do roboty, zacznijmy spełniać swoje marzenia.
Wrzesień, nadciągam!
"Modlitwa i cukierki."
♥
Hejka!
:DDDDDD
W związku z postępującymi pracami remontowymi
w kuchni, lodówka będzie... w moim pokoju.
Seanse z Diablo II, Sherlockiem, Władcą i
nieograniczoną ilością jedzenia - żyć, nie umierać.
Do tego jeszcze ustawiczne amatorskie wykony
"Stairway to heaven" na pianinie, jako że
tata skołował mi nuty, ach!
Jakoś przyjemnie się na zewnątrz robi.
Aż chce się wyjść.
Gdyby nie ta lodówka... ;d
Ranek to wyjątkowo ciekawe zjawisko.
Ten moment obudzenia, kiedy powraca
świadomość poprzedniego dnia,
obecnych problemów...
... jak wyciąganie głowy z wody.
Niepokój unosi się do góry i ulatnia
razem z poranną mgłą.
Nastaje świt.
Nowy dzień.
Nowe szanse.
Nowe możliwości.
Taki rozgardiasz w domu, że nawet nie mam czasu
i warunków, żeby spokojnie pomedytować.
Arcy-mnie-to-denerwuje. -.-'
"- Kasia, nie widziałaś gdzieś naszego aparatu?
- Nie. Zgubiłeś nasz aparat?!
- Nieee, nie zgubiłem... Po prostu...
Nie wiem, gdzie jest." :DDDD
(z serii 'aha, tato')
Niby wszystko takie samo, ale
dzień do dnia niepodobny.
Lecą sobie.
Mogłyby szybciej, ale...
... all we need is just a little patience. ;>
A wiecie, że w Dusznikach są żywe dowody na to,
jak wszystko koncertowo spieprzyć?
Poważnie.
Miłość wszystko zmienia.
"Harry Potter is all about confronting fears,
finding inner strength and doing what
is right in the face of adversity.
Twilight is about how important
it is to have a boyfriend."
dziękujemy panu Kingowi za zwięzłe podsumowanie.
Witamy w krainie młodzieńczej miłości.
Gdzie czekanie minutę na wiadomość staje się torturą,
gdzie odwiedzanie profilu TEJ OSOBY jest codziennym rytuałem,
gdzie obiektywizm ucieka wraz z rozumem,
gdzie zadanie jednego pytania czyni cię wścibskim,
gdzie wazeliniarstwo osiąga stopień zaawansowany.
Generalnie witamy w krainie absurdu,
czyli najbardziej popieprzonego uczucia na świecie.
Od pewnego czasu rzekomy żart o treści
"dziewice w gimnazjum"
zaczął mnie śmieszyć.
I, cóż, tekst ten z pewnością będzie przeze mnie
utrzymany w konwencji żartu, przysięgam.
Lub może raczej płonnej nadziei,
szalenie optymistycznego założenia.
W sumie... wasze życia, wasze dupy.
Wszyscy się przyczepili, że całymi dniami siedzę w łóżku.
Nie rozumiem, co im do tego.
Mam wakacje, to sobie siedzę.
Zresztą to nieprawda, bo zazwyczaj gdzieś latam.
Duszniki.
Szczytna.
Kłodzko.
Nic dziwnego, że potem chcę się zaszyć na trochę w domu.
Poczytać, odpocząć.
Zadziwia mnie fakt, jak bardzo ludzie starają się
prostować cudze życie, nie zatrzymując się nad własnym.
W związku z coraz liczniejszą falą antypotterowskich
treści przekazywanych przez strony takie jak kwejk,
chciałam złożyć oficjalne oświadczenie: pieprzcie się.
Harry był, jest i będzie najlepszy, a waszą
dezaprobatę w stosunku do szerzących się
wyrazów sympatii do tejże sagi,
mamy w głębokim poważaniu.
Może dla was to szmira,
i my szanujemy te poglądy.
Ale oczekujemy od was szacunku dla naszej
absolutnej, nieskończonej obsesji na punkcie hp.
Na zakończenie chciałam dodać, że
ROSÓŁ JEST OHYDNY. :DD
Idę, bo czeka mnie randka z Sherlockiem.
Ave.
"Paskudne położenie istnieje tylko w umyśle.
Innymi słowy, jest paskudne, ponieważ ty tak uważasz.
W swoim umyśle rozstrzygnąłeś, że oto tutaj jest
przeszkoda, która przysporzy ci trudności.
A siła do pokonania tej przeszkody
jest również w twoim umyśle."
Heloł.
Jest gorąco.
Bezsenność spędza mi sen z powiek
(pięć kaw dziennie?).
Nowa "praca".
Nowe znajomości.
Nowe przygody.
Mam nareszcie Sherlocka. Nawet pięć.
I ambitny zamiar przeczytania ich.

♥
Przykrzą mi się wakacje.
Nie, nie nudzi mi się.
Tak, mam co robić.
Nie, nie jestem chora.
Po prostu mi się przykrzą.
Wiecie, dlaczego dziewczyny wolą złych chłopców?
Nie, nie chodzi o to, że reszta jest nudna.
To znacznie bardziej... banalne.
Rzecz w tym, że "niegrzeczny" chłopak
(WREDNY. :D) jest raczej typem buntownika.
I nie sili się na uprzejmości.
Więc kiedy dziewczyna wpada mu w oko,
od razu widzi, co jest grane.
Jeżeli jest dla niej uprzejmy i "czuły"
(nieszczególnie mi pasuje to słowo),
to sytuacja jest jasna.
A jak koleś dla wszystkich jest miły
(nie twierdzę, że to źle, przeciwnie),
to dziewczyna nie będzie wiedziała.
Więc Wy - przykro mi - musicie się wysilić bardziej.
Amen.
W jednej, najmniej oczekiwanej chwili,
wszystko się może zmienić.
To jedna z najciekawszych właściwości życia.
Niezmiennie jestem nią oczarowana.
Ono nie jest takie złe.
A gdybyśmy się tak do niego uśmiechnęli?
chcę zjeść Twoje serce.
Yo.
Pamiętnik uzupełniony
(po miesiącu opieprzania się),
więc idę za ciosem i
wpadam na bloga. ;d
Zgodnie z przewidywaniami,
zajęło mi to godzinę.
Frapujące, nie?
Można zredukować miesiąc
życia do sześćdziesięciu minut
machania długopisem.
Spoglądanie za okno nie nastraja pozytywnie.
Wychodzenie z domu (;o!) też nie.
Kiedy ja się wreszcie wyśpię?
Syf, kiła i mogiła. I pierogi.
Podsumowując ten miesiąc, doszłam do wniosku, że
NIE OGARNIAM LUDZI.
Ja nie jestem dziwna, przysięgam.
Ale wy jesteście zdrowo popieprzeni.

hey, tim, will you marry me?
because i need you.
like a tick needs a tock,
like bananas need pyjamas,
like a nud needs cock.
but if you want to put your love for me first
you wouldn't go through childbirth,
you'd agree to adopt
so that you could stay thin.
we'll get a chinese kid,
it could teach us
mandarin!
i dlatego lubię mówić z Tobą. ;>
Żyję.
Po raz pierwszy od cholernie długiego czasu czuję, że żyję.
Sama, dla siebie.
IMMANENCJA.
To nie znaczy, że nie włączam kompa, nie.
Owszem, oglądam muzyki, słucham filmy.
Klikam w >>pajacyka<<.
Nawet piszę, jak widać.
Istota wolności polega na tym, że nie spowiadam się
wszechwiedzącemu fejsbukowi.
"Jeśli dziś wstałeś o 11, wklej to na
swojego facebook'a".
"Jeśli ty też dziś olałeś szkołę, wklej to na
swojego facebook'a".
Na litość boską. -.-'
Na tym, że nie jestem ograniczona czteroma
formami jednego głupiego słoneczka.
I zajęta oczekiwaniem na kogoś.
Na tym, że generalnie w dupie mam fakt,
kto "dodał nowe zdjęcia do albumu blabla",
kto "dodał post na Twojej tablicy",
kto się wczoraj uchlał,
a kto dzisiaj ma kaca.
Wstaję rano (ew. w południe),
jem śniadanie,
opieprzam się,
jem obiad,
opieprzam się,
jem kolację,
opieprzam się
i idę spać.
I oczywiście zjadam książki.
To chyba oczywiste?
Odkrycie mojego taty:
"Okazało się, że nie wszystkie
kolana są takie same!" :O
Sposób na odkrycie genialnych książek?
Przejdź się między półkami i wybierz
największe tomiska.
Satysfakcja gwarantowana.
"Ofiarowałam Ci świat.
Kiedy będziesz umierał w rynsztoku,
przypomnij to sobie."
Zakończenie roku było do dupy.
Na łzy zasługiwała tylko jedna osoba.
I nie tylko na łzy.
Dostała je.
Wiecie co?
Mam wakacje.
Mogę sobie pozwolić na
luksus częstego sikania.
a stairway to heaven. <3
Hej.
Jestem z siebie dumna.
Podjęłam decyzję.
Najgorsze jest to wahanie.
Kiedy nie wiesz.
Kiedy nie wiesz, co zrobić, co zadecydować.
Rozważasz każdą opcję, radzisz się ludzi
(oczywiście jak zwykle każdy ma inne zdanie).
Uświadamiasz sobie, że w gruncie rzeczy
to bez znaczenia, co mówią.
No i podejmujesz decyzję.
No i podjęłam.
A teraz zamierzam z umiarkowanym zainteresowaniem
przyglądać się fali konsekwencji jej podjęcia.
Nawet mnie to ciekawi.
Co przyniosą kolejne dni, tygodnie, miesiące.
Nowa szkoła.
Patrzę wstecz na moje życie sprzed trzech miesięcy.
Przez ten czas tyle się zmieniło.
Czuję radosne uniesienie na myśl o
podobnych zmianach, które nadchodzą.
Coś się kończy, zaczyna się coś...
Coś magicznego.
Ja to po prostu wiem.
all we need is just a little patience. ;>
Upiekłam dzisiaj bułeczkę.
Była absolutnie wyśmienita.
Chciałam się z Tobą podzielić.
Po cichu liczyłam, że się udławisz.
too bad you didn't want it.
Skończyłam wreszcie książkę.
A teraz Pani Jeziora.
Amerykańscy Bogowie.
Miasteczko Salem.
Cmętarz Zwieżąt.
Moc pozytywnego myślenia.
Studium w szkarłacie.
Wyprawa.
Zwiadowcy.
Książki, książki, książki!
♥
Jutro będzie dobry dzień.
Mam was w dupie.
Wszystkich. :D
Czuję irracjonalną złość, kiedy ludzie nie potrafią
poradzić sobie ze swoimi problemami.
Wiem, że to nie w porządku.
Wiem, że osoby słabe też mają prawo istnieć.
Ale generalnie denerwuje mnie coś takiego.
Cierpię na deficyt wyrozumiałościowy.
Na Boga, rozejrzyjcie się, każdy ma problemy.
Już przestańcie się tak użalać nad sobą. -.-'
no God, no peace. know God, know peace.

"- Kochasz mnie.
Prawda czy fałsz?
- Prawda."
Bonjour.
Bycie wrednym w stosunku do małych, słodkich,
w dodatku przemoczonych dziewczynek
powinno być zabronione.
Goł łasz jur fakin szuz.
Wycieczka nam się udała na jakieś 101%.
Powstała kraina NIGDZIE.
NIGDZIE jest nawet lepsze od Narnii!
Gdzie jest NIGDZIE? Chyba muszę odpowiadać?
Ale powiem Wam, co tam jest
(wersja moja i Agi).
A więc jest tam taka wielka łąka.
I są okrągłe szałasy. Okrągłe. Szałasy.
I żeby dojść do NIGDZIE, trzeba iść GDZIEŚ.
Eee... więcej nie pamiętam.
Kraina NIGDZIE powstała w nadzwyczajnych okolicznościach.
Wiecie, co mam na myśli.

(bansowanie na stole.
laczki Pawła mnie rozwaliły.)
Wychodzenie z domu w moim domu zawsze wygląda tak samo.
Tak, tato, mam telefon.
Tak, tato, mam parasolkę.
Tak, tato, idę do kościoła/sklepu/na spacer.
Tak, tato, wychodzę z ... .
Nie, tato, nie musisz mnie podwozić.
Nie, tato, nie wiem, kiedy wrócę.
Kiedyś po prostu powiem "wychodzę".
I wyjdę.
Noszenie torebek jest jakieś głupie.
Nie można wziąć kasy do spodni?
Telefonu do kieszeni?
Słuchawek do kieszeni?
Trzeba od razu targać torbę?
...
Dobra, wiem, że potrzebujecie całego tego
arsenału przeciw brzydocie,
pudry, szminki, tusze, kredki.
... so sad.
Płakanie to bardzo ciekawe zajęcie.
Kiedy nie masz nic do roboty.
Takie umiarkowanie zajmujące.
Myślisz o czymś, co wywołuje płacz.
Smarkasz.
Chowasz twarz w dłonie.
Ronisz łzy.
Szlochasz.
Tyle czynności!
Tylko bardzo smutni ludzie nie mają nic do roboty.
Kiedyś myślałam, że trzeba zostać cholernie
skrzywdzonym, żeby już nie chcieć próbować.
Żeby powiedzieć "nie, dosyć, koniec".
Zamknąć się na związki, nie walczyć o szczęście.
Po prostu przychodzi taki moment...
i wszystko się zmienia.
Czasem trzeba podjąć trudne decyzje.
Książka na mnie czeka.
A nawet cztery.
"Wiem, zastanawiacie się: co to jest?
Dzieciak spędza kilka dni w szpitalu i
wszystkie jego problemy są wyleczone?
Ale nie są.
Wiem, że nie są.
Wiem, że to tylko początek.
Muszę postawić czoła moim
zadaniom domowym, szkole, znajomym, tacie.
Ale różnica pomiędzy dziś a ostatnia niedzielą
jest taka, że po raz pierwszy
od całkiem dawna
mogę patrzeć w przyszłość
i widzieć to, co chcę robić w życiu.
Czuję, że mogę... poradzić sobie z tym.
Jeździć na rowerze.
Jeść.
Pić.
Rozmawiać.
Jechać metrem.
Czytać.
Czytać mapy.
Tworzyć mapy.
Tworzyć sztukę.
Skończyć aplikację do Gatesa.
Powiedzieć tacie, żeby się tym nie stresował.
Przytulić mamę.
Pocałować moją siostrę.
Pocałować tatę.
Całować się z Noelle.
Całować się z nią więcej.
Wziąć ją na piknik.
Zobaczyć z nią film.
Zobaczyć film z Aaronem.
Nawet zobaczyć film z Ni-ą.
Urządzić imprezę.
Opowiedzieć ludziom moją historię.
Być wolontariuszem w 3 North.
Pomagać ludziom jak Bobby.
Jak Muqtada.
Jak ja.
Rysować więcej.
Narysować osobę.
Narysować nagą osobę.
Narysować nagą Noelle.
Biegać.
Podróżować.
Pływać.
Skakać.
Wiem, to kiepskie, ale co z tego?
Skakać pomimo tego.
Oddychać.
Żyć."
Hej.
Dzisiaj tylko zwiedzam.
Na pewno każdy z Was ma czasem takie dni.
Wstałam godzinę temu i jestem rozbita.
Przyglądam się życiu z umiarkowanym zainteresowaniem.
Przepraszam, jeśli mnie dziś potrzebujecie.
Ja nie potrzebuję dziś wsparcia, ale też nie mogę nim
być dla nikogo. Nie dziś. Nie teraz.
Dochodzę do wniosku, że na dzieci powinno się mieć pozwolenie.
Większość starych myśli, że jak sobie zmajstruje dzieciaka,
to już są na wygranej pozycji. Szkoda tylko, że nie zdają
sobie sprawy, że trzeba też zadbać o to, żeby to dziecko
nie zabijało, nie kradło i nie gorszyło ludzi.
Zimno.
Piekielnie zimno.
Otworzę okno.
Ostatnio jak było otwarte nabawiłam się anginy.
Zabawne, wcale mi to nie przeszkadzało.
Okoliczności były... cóż, nadzwyczajne.
Wszystko się zmieniło.
Angino, wróć.
Problem dzisiejszej społeczności polega na tym, że,
wbrew pozorom, ślepo wierzą we wszystko, co jest
napisane w książkach. Mało tego, biorą to za pewnik.
Tak więc ci, którzy czytają Coelha, żyją w przekonaniu,
że życie jest piękne, ale nic nie jest wieczne, blablabla,
ci, którzy czytają o Buddzie i jego naukach, żyją w
przekonaniu, że życie to cierpienie i już, a ci, co czytają
Pratchetta, żyją w przekonaniu, że Bóg nie istnieje.
Jak szybko zmieniają się Wasze ideały i światopoglądy.
Ale to, że Coelho ma takie zdanie na temat życia i
śmierci, nie znaczy, że tak właśnie jest.
To wy tworzycie reguły swojego życia.
Jak to mówił Budda: "Does the spoon taste the soup?"
Bądźcie łyżką. Zanurzajcie się w zupie, ale jej nie próbujcie.
Czytajcie książki, ale żyjcie według własnych reguł.
Pamiętajcie, Wasze życie zależy od Was.
A nie od tego, co jest napisane w książce.

To były przemówienia 2011! :DD
Stąpajmy na paluszkach, by nie obudzić złych wspomnień.
Grr, pieprzcie się.
Sprawdzaliśmy dziś daty wycieczek do Wiednia
i zastanawialiśmy się, czy będzie ładna pogoda.
:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD!
Może się razem wybierzemy? ;>
masz tyle wdzięku, co zdechła dżdżownica, kochanie.
"Orientuj się,
bo łatwo się zgubić.
Świat jest dla tych,
którzy chcą go lubić."
♥
Witam Was.
Po długiej przerwie postanowiłam znów "chwycić za pióro".
Pisanie w pamiętniku jest przyjemne, rozmowa z wieloma
z Was również, jednak to nie to samo, co trafianie do
"szerszego grona odbiorców".
Dużo ostatnio rozmyślałam.
Właściwie większą część czasu spędziłam na rozmyślaniu.
O życiu, o śmierci, o tym, co najważniejsze.
Osobiście uważam, że najważniejszą rzeczą w życiu
jest posiadanie odrobiny magii w sobie i dzielenie się
nią z innymi. Szczery uśmiech, łagodny ton, miłe słowa.
Magia... dajcie ludziom trochę swojej magii.
Błysk szaleństwa w oku - najpiękniejszy widok na świecie.
Uwaga, wracam na ziemię.
Przez ten czas, kiedy to rzekomo się opieprzałam
(a po prostu odpoczywałam od pisania)
przeczytałam wszystkie książki Carrolla.
Kocham go.
Jest absolutnym mistrzem.
Teraz czas na poszerzanie horyzontów w innych dziedzinach.
Otóż zabrałam się za Coelha.
Wish me luck.
Złożyłam podanie do Chrobrego. Aż do Chrobrego.
Co oznacza, że przyjmą mnie tam lub nigdzie.
Desperacja czy głupota?
Jedno z drugim niezwykle często mylone.
Wyjdźcie ze strefy bezpieczeństwa.
Ta strefa to rzeczy, które lubicie robić, ludzie, z którymi
lubicie przebywać, miejsca, w których czujecie się dobrze.
Nie twierdzę, że jest zła, ale... strefa odwagi jest lepsza.
Dzięki niej zdobywamy nowe doświadczenia.
Jak to pisał Sean Covey: "Witamy w strefie odwagi! Zawiera
ona przygodę, ryzyko i wyzwania" (uwielbiam ten cytat).
To zawieranie nowych znajomości, nabywanie nowych
umiejętności, spotkania z nowymi ludźmi.
Wszystko to, co daje dreszczyk emocji.
Też mnie czasem kusi, żeby zostać w domu z kocem
i ciekawą książką, ale ostatnio się przekonałam, że
cóż, fajnie jest czytać o przygodach książkowych bohaterów,
ale moje przygody czekają na mnie poza domowym zaciszem.
Zaufajcie mi - strefa odwagi to świetne miejsce.

Fajnie sobie poleżeć, jak ktoś cię trzyma za nogę.
I nie możesz wstać. Co wtedy robisz?
Nie wiem, jak wy, ale ja zdjęcie. :D
Szkolne boisko, part II.
Dzisiejszy dzień był męczący.
Pełen wrażeń i emocji? Emocji to chyba nie.
Ale wrażeń owszem. A później wieczór z dziewczynami.
Kiedy powiedziałam, że czuję się, jak u siebie,
zapytały, czy jak w psychiatryku. Piękne dzięki.
Choć jeśli o mnie chodzi, to może być i psychiatryk -
byleby mieli tam ludzi, którzy wierzą w cuda.
Dziękuj Bogu za to, co masz.
Bo jutro możesz tego nie mieć.
"Pisarz zawsze nosi okulary i niezbyt dokładnie się czesze.
Połowę czasu spędza obrażony na świat, drugą połowę
w depresji. Mieszka w barach, dyskutując z innymi
rozczochranymi pisarzami okularnikami. Mówi pokrętnie.
Ma niesamowite pomysły na swoją kolejną powieść i
nienawidzi tej, którą właśnie wydał.
Pisarz ma potrzebę - ba, wręcz obowiązek - być
niezrozumianym przez swoje pokolenie, inaczej nigdy
nie zostanie uznany za geniusza. Dlatego jest przekonany,
że urodził się w czasach powszechnej miernoty.
Bez końca zmienia i poprawia każde napisane przez
siebie zdanie. Słownictwo przeciętnego człowieka obejmuje
trzy tysiące słów, ale prawdziwy pisarz ich nie używa,
ponieważ w słowniku jest jeszcze 189 tysięcy haseł, a on
nie jest człowiekiem zwyczajnym."